Ostatnio znowu pojawiły się notki w sprawie okoliczności katastrofy smoleńskiej, których niewątpliwym zamiarem jest nie zmierzanie do wyjaśnienia czegokolwiek - ale wręcz przeciwnie, wprowadzanie chaosu i dezinformacji. Zastanawia komplementarność notek. Proszę popatrzeć: z jednej strony wysuwa się tezę, że nic nie wiadomo o okolicznościach wylotu, że to może być kluczem do całej sprawy etc etc. Kolejna notka sugeruje, że to piloci wyłączyli celowo zasilanie w samolocie, zdając sobie sprawę z nieuchronności niekontrolowanego jego upadku. Wreszcie kontynuuje się teorię tzw. "maskirowki". Równocześnie atakowane są ustalenia zespołu kierowanego przez Antoniego Macierewicza. Odpowiem "hurtem":
- być może blogerom S24 nie są znane okoliczności wylotu polskiej delegacji, ale nie oznacza to, że pełnej wiedzy na ten temat brak polskiej prokuraturze. Nigdy nie było informacji z jej strony, że są z tym związane jakieś niejasności. Przecież dziesiątki osób znalazły sie na lotnisku tamtego dnia. A przede wszystkim musiał tam być BOR. „”Siewcy chaosu” zdają sobie z tego doskonale sprawę, ale po co stwierdzać taki banał? Czyż nie lepiej wałkować po raz setny to, co na temat wylotu delegacji mówił min. Sasin? Którego przy wylocie w ogóle nie było?
- gdy idzie o wyłączenie zasilania. To nonsens, że piloci mogli wyłączyć pracę rejestratorów lotu. Nie ma takiej możliwości. A proszę zauważyć, że z nieznanych dotychczas przyczyn, zakończyły one pracę 15 metrów nad poziomem lotniska. Wiele metrów przed pierwszym uderzeniem w ziemię. Dodać należy, że rejestratory miały niezależne źródła zasilania w postaci akumulatorów.
- gdy idzie o tzw. "teorię maskirowki" - opublikowanie badań zapisów komputera pokładowego (FSM) i TAWS przez Amerykanów ostatecznie ją wyklucza. Dowiedziono bowiem, że Tupolew znalazł się w miejscu katastrofy w czasie uważanym dziś za moment jej zaistnienia. To są jedyne dowody zachowujące walor bezstronności. Cała reszta pochodzi od Rosjan. Dzielenie włosa na czworo nic tutaj nie daje. Takie są, przynajmniej na dziś - fakty.
- wreszcie sprawa kokpitu. Jego brak na miejscu katastrofy miał stanowić jeden z głównych elementów teorii "maskirowki". Poseł Antoni Macierewicz w jednym z ostatnich wywiadów stwierdził, że kokpit był na miejscu katastrofy przez okres 4 godzin - i dopiero później został wywieziony. Sugerował, że ma zdjęcia to potwierdzające. Nie wiem czy to jest to zdjęcie, znalazłem je w sieci:
tutaj link do forum, na którym mówi się o kokpicie i linkuje zdjęcie TUTAJ
a tutaj bezpośrednio link do zdjęcia. TUTAJ
Zdjęcie zgadza się z opisem resztek kokpitu dokonanym właśnie przez Pana Antoniego Macierewicza. Resztki kokpitu stoją kołami przednimi na ziemi.




